„Dzika kuchnia” – książka kucharska inna niż wszystkie

Dzika kuchnia

Sałatka z liści lipy, babeczki z topinamburu czy konfitura z berberysu? Zaskakujące, jak wiele jadalnych roślin można znaleźć podczas spaceru po lesie czy łące.

„Dzika kuchnia” Łukasza Łuczaja to pięknie ilustrowany zbiór najpospolitszych roślin, które w Polsce rosną dziko (lub – w kilku przypadkach – są traktowane jako rośliny ozdobne) i mogą być jedzone na surowo lub po przetworzeniu. Jeszcze kilkaset czy kilkadziesiąt lat temu łąki i lasy stanowiły rodzaj ekologicznego marketu, gdzie nasi dziadkowie i pradziadkowie zbierali szczaw, chrzan, pokrzywy czy kwiaty robinii. Dziś – w dobie łatwego dostępu do produktów spożywczych z całego świata – kultura zbieractwa zanika, a jedzenie rodzimych roślin kojarzy się z czasami głodu. Okazuje się jednak, że wiele dziko rosnących odmian może być uznawane za prawdziwe rarytasy, a ich poszukiwanie stanie się sposobem na zbliżenie się do natury.

Sałatka z liści i inne rarytasy – palce lizać

Przy każdej roślinie – poza informacją o tym, które części są jadalne, jakie substancje czynne zawierają czy kiedy i jak je zbierać – znajdują się też przepisy, w  których wykorzystano daną odmianę. Można tu więc znaleźć pomysły na takie dania jak surówka z tasznika, zupa ze stokrotek, konfitura z owoców dzikiej róży, tarta pokrzywowa czy curry z pędami pałki. Z każdą stroną rośnie zdziwienie, jak wiele mijanych niemal codziennie roślin można wykorzystać we współczesnej kuchni i zjeść ze smakiem. Z każdą stroną rośnie też liczba kulinarno-zbieraczych pomysłów. Na najbliższe dni mamy plan na sok z brzozy, syrop z pędów sosny i wino z mniszka. A to pewnie dopiero początek.

Z pierwotnego punktu widzenia

Jednak „Dzika kuchnia” to nie jest zwykła książka kucharska ani nawet zielnik! To kompendium dotyczące współczesnych ruchów nawiązujących do pierwotnej kultury zbieracko-łowieckiej. Poza przepisami znalazło się tu miejsce na bogate opisy dotyczące tradycyjnego wykorzystania danej rośliny – nie tylko na gruncie polskim czy europejskim. Niezwykle cenne są również osobiste spostrzeżenia autora, który dzieli się swoimi doświadczeniami – tym, jak ucieka od cywilizacji, jak próbował mieszkać w ziemiance, jak łączy potrzebę bliskości natury z pracą przed ekranem komputera… Krótkie felietony krążą wokół tego, co dziś oznacza dzikość. Czy dzikie znaczy brudne, chaotyczne czy.. mocne? Czy w zdigitalizowanym świecie możliwy jest powrót do natury? W końcu – co szeroko rozumiana dzikość może dać współczesnemu człowiekowi?

Dzika kuchnia, dzicy ludzie

Poszukiwanie jadalnych roślin w lesie to nie tylko zabawa dla survivalowców, a mieszkając w mieście również można odnaleźć w sobie i w swoim otoczeniu pierwiastki dzikości – Łukasz Łuczaj z każdym kolejnym przepisem coraz mocniej inspiruje do zbliżenia się do natury. Poszukiwanie jadalnych roślin to tylko pretekst do tego, by uważniej rozglądać się wokół siebie i odkrywać radość z dzikości. Zamiast do sklepu ze zdrową żywnością wystarczy iść do lasu, a zamiast bać się tego, co dzikie – spróbować to oswoić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *