Hostelowe opowieści

hostel w Malborku

O hostelach można powiedzieć wiele – że są tanie, nie zawsze schludnie zaaranżowane itd… Z moich obserwacji wynika jednak, że wszystkie łączy  jedno – są pełne anegdot

Zazwyczaj podczas dalszych wyjazdów nocujemy nie w kilkugwiazdkowych hotelach, lecz w nieco skromniejszych hostelach. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest oczywiście cena. Innym – fakt, że w wynajętym pokoju w praktyce spędzamy jedynie noc, nie potrzebujemy więc wielkich luksusów. Nocowanie w hostelach ma jednak pewien skutek uboczny – bogatą kolekcję zebranych anegdot i ciekawostek.

Wilno i bezgraniczne zaufanie do klienta

W czasie pobytu w Wilnie wynajęliśmy dwuosobowy pokoik w Downtown Forest Hostel & Camping – obiekcie, który – jak się okazało – był jedną z ulubionych przystani studentów na Erasmusie. Nie to stanowiło jednak najistotniejszą ciekawostkę, związaną z tym miejscem. Otóż – tuż przy recepcji hostelu znajdowała się ogólnodostępna, przytulna przestrzeń wypoczynkowa wraz z równie ogólnodostępną… lodówką wypełnioną lokalnymi piwami. Każdy mógł skorzystać z tego dobrodziejstwa o dowolnej porze – dobre wychowanie nakazywało jedynie wpisać liczbę opróżnionych butelek na specjalnej liście. Należność za wszystkie wypite piwa uiszczało się przy wymeldowaniu. Ciekawe, czy gdzieś w Polsce również można spotkać się z takim zaufaniem do klienta…

Victoria niejedno ma imię, czyli nocleg w Teplicach

Do niewielkiej czeskiej miejscowości Teplice nad Metuji pojechaliśmy w ramach podróży poślubnej. Wynajęliśmy jeden nocleg w Hostelu Victoria – zgodnie z planem przyjechaliśmy do obiektu wieczorem, a już kolejnego dnia z samego rana ruszyliśmy na podbój Skalnego Miasta i dalej – w głąb Czech, a następnie do Wiednia. Potrzebowaliśmy jedynie miejsca, by się przespać i nabrać sił przed pełną wrażeń podróżą. Nic prostszego, prawda? Nie, kiedy trafia się na najbardziej skrzypiące łóżko świata. Przez „najbardziej skrzypiące” rozumiem nie „takie, które skrzypi, wtedy, gdy robi się to, czego wszyscy spodziewają się na podróży poślubnej” lecz „takie, które budzi skrzypieniem wszystkich w promieniu 20 metrów, gdy tylko ruszę ręką”. Na szczęście poślubny stres okazał się silniejszy i, nie zważając na rozdzierające pojękiwania drewnianego mebla, usnęliśmy.

Nie zmienia to jednak faktu, że do Hostelu Victoria wrócimy. Bo już wyjeżdżając z Teplic obiecaliśmy sobie, że przyjedziemy tu ponownie i tym razem przejdziemy nie tylko Teplickie Skały, lecz także Adršpach – po to, by jeszcze raz nacieszyć oczy widokiem niezwykłych formacji skalnych.

Do Hostelu Victoria wrócimy, bo to miejsce, w którym można poczuć się trochę jak w domu. Tu też jedliśmy najlepsze śniadanie, jakim uraczono nas podczas wszystkich podróży. Szwedzki stół uginał się od wazy z aromatycznym żurkiem, serów, wędlin… Wszystko świeże i pyszne. Niby nic specjalnego – jednak… przygotowane tylko dla nas. Okazało się bowiem, że byliśmy wtedy jedynymi gośćmi (przynajmniej nikogo nie obudziliśmy…).

Wejście do Narni znajduje się w Krakowie

Kraków, High Life Hostel przy ul. Starowiślnej – to miejsce wybraliśmy właściwie przypadkiem. Skusiła nas bardzo dobra lokalizacja i przystępna cena. Podczas wchodzenia do kamienicy, w której mieści się hostel, przez chwilę miałam wprawdzie ochotę zrobić w tył zwrot, ale druga Powsinoga mnie powstrzymała. Wypolerowane do gładkości stopnie schodów łypały złowieszczo, tylko czekając, aż któremuś z gości powinie się noga. Na całe szczęście bezpiecznie dotarliśmy na odpowiednie piętro i odszukaliśmy nasz pokój. Na całe szczęście, bo inaczej nigdy nie dowiedzielibyśmy się, jak naprawdę wygląd Narnia.

Otóż do Narni rzeczywiście wchodzi się przez szafę, a właściwie przez drzwi do szafy. Żeby być jeszcze precyzyjniejszą – przez wąskie drzwi, które wyglądają, jakby były od szafy. Sama Narnia jest natomiast… łazienką.

I nie, nie był to jedynie kaprys architekta. Po prostu trudno inaczej zaaranżować przestrzeń w pokoju, który jest wyższy niż szerszy i dłuższy.

Nie zmienia to faktu, że w ostatecznym rozrachunku wszystko się zgadzało. Miała być dobra lokalizacja – była. Miał być schludny pokój z łazienką – był. Narnia była tylko gratisem.

A w Malborku spaliśmy… na dworcu

Dworzec kolejowy w Malborku powstał w połowie XIX wieku. W 2012 roku znajdujące się na jego terenie zabytkowe budynki przeszły gruntowną renowację – na tyle udaną, że dworzec został laureatem konkursu Modernizacja Roku 2011. Nic dziwnego – pokryte ceglaną licówką ściany wyróżniają się na tle niezbyt ciekawego, przemysłowego krajobrazu. Konstrukcja dworca bardziej przypomina bowiem dobudówkę do zamku niż obiekt użyteczności publicznej.

W tym niezwykłym budynku mieści się Gemini Dom, w którym wynajęliśmy pokój. Z okna mogliśmy podziwiać spieszących się podróżnych, taksówkarzy i innych charakterystycznych gości dworca. Do snu kołysały nas natomiast gwizdy lokomotyw. Naprawdę spaliśmy zatem na dworcu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *