„Żyć jak kot”, czyli pociągi a literatura

Żyć jak kot

Krótka opowieść o tym, dlaczego warto naśladować domowego kota.

Kot jest spontaniczny, dumny, akceptuje siebie takiego, jakim jest. Skupia się na tym, co najważniejsze i wie, czego chce. Ma ogromną potrzebę miłości, a jednocześnie sam wybiera swoje otoczenie. Dlaczego więc nie brać przykładu z kota? Dlaczego nie nauczyć się, jak sobie odpuszczać?

Miejsce zamieszkania sprawia, że przynajmniej dwa razy dziennie podróżuję pociągami. Zwykle spędzam ten czas na czytaniu (o ile oczywiście uda mi się zająć strategiczną pozycję, pozwalającą na zagłębienie się w powieść bez zbędnej akrobatyki). Czasem jednak odrywam wzrok od czytnika i rozglądam się wokół siebie. Nie tylko po to, by sprawdzić, czy przypadkiem nie przejechałam swojej stacji. Pomiędzy zmęczonymi twarzami podróżnych można bowiem wyłowić coś naprawdę interesującego…

Tak było w przypadku książki „Żyć jak kot” Stephane Garniera. Zobaczyłam tę okładkę w rękach osoby, siedzącej naprzeciwko mnie. Jako niespełniona kociara nie mogłam się powstrzymać i już kilka dni później jechałam do pracy, zagłębiając się w porady dotyczące tego, jak być szczęśliwym dzięki naśladowaniu zachowania kota.

Kot jaki jest, każdy widzi

Stephane Garnier przygląda się swojemu kotu Ziggy’emu i zauważa, że zwierzak jest dużo bardziej szczęśliwy od niego. Kot emanuje spokojem i niezależnością. Czuje się swobodnie w każdej sytuacji i ma czas, by naprawdę żyć. Zawsze znajduje się w centrum zainteresowania, a jednocześnie nie przejmuje się cudzym osądem. Ma odwagę prosić, przy czym… wcale prosić nie musi. Jest kotem – dzięki swojej charyzmie i tak dostanie to, czego chce. Kot jest w końcu piękny i doskonale o tym wie.

Autor przekonuje, że czasem warto spojrzeć z dystansem na swoje życie i nauczyć się samemu sobie odpuszczać. Przedstawia analogie między zachowaniem kota i człowieka, wytyczając jednocześnie drogę do osiągnięcia stanu wewnętrznego spokoju i zadowolenia. Zachęca do tego, by pomyśleć przede wszystkim o własnej wygodzie i pozwolić sobie na odrobinę odpoczynku – powiedzieć „nie”, wyjść na krótki spacer w przerwie na lunch, oddelegować część zadań. Zapomina tylko wyjaśnić, w jaki dokładnie sposób to wszystko zrobić…

Kim jesteś? Jesteś… kotem!

„Żyć jak kot” zawiera całą listę motywacyjnych haseł, wskazówek i cytatów. W praktyce okazuje się więc kolejnym miałkim (nomen omen) poradnikiem rozwoju osobistego. Książkę ratuje jedynie oryginalne ujęcie tematu, które w połączeniu ze zgrabnym stylem sprawia, że „Żyć jak kot” czyta się szybko i przyjemnie. Nie pozostawia jednak po sobie zbyt wielu refleksji – nie może być inaczej, skoro w poradniku brakuje opisu konkretnych technik, które mają pomóc w odnalezieniu swojego wewnętrznego kota.

Być może również „Żyć jak kot” nie jest książką przeznaczoną do czytania w pociągu. A już zwłaszcza w pociągu zatłoczonym, dusznym i opóźnionym. W takich warunkach trudno bowiem odnaleźć w sobie koci spokój, nieustępliwość, dostojeństwo i dumę. Może dbanie o swoje szczęście poszłoby mi lepiej, gdybym zagłębiła się w lekturę w jakiejś miłej kawiarni (kawę lubię jeszcze bardziej niż koty). W końcu naśladowanie kota ma polegać m.in. na tym, by dbać przede wszystkim o własny komfort i robić to, co samemu się wybrało. Tymczasem tego pamiętnego dnia jazda pociągiem była jedną z ostatnich rzeczy, na jaką miałam ochotę.

Pozostaje jeszcze jedno pytanie: czy to, co ujdzie na sucho kotu, zostanie wybaczone również człowiekowi? W końcu kot może pozwolić sobie na to, by zignorować polecenia, społeczne ograniczenia (jak normowany czas pracy) i zakazy. Jest w końcu uroczym i rozkosznie mruczącym kotem, a nie sfrustrowanym człowiekiem, który wydaje ciężko zarobione pieniądze na niezbyt mądre książki.

2 thoughts on “„Żyć jak kot”, czyli pociągi a literatura

  1. Bo to było złe miejsce do czytania tej książki. Widziałaś kiedyś kota jeżdżącego pociągiem? To raczej domena „najlepszych przyjaciół człowieka”, więc nic dziwnego, że treść gryzła Ci się z rzeczywistością jak pies z kotem 🙂

  2. nie lubię kotów, bo są wredne i drapią ! i bałagan robią, bo wszędzie wchodzą 😛
    .
    ale wracając do myśli autora: myślę, że faktycznie ludzie powinni nieco nabrać dystansu do samych siebie i codzienności. nieco zwolnić, żeby móc zobaczyć co jest dookoła nich niż funkcjonować tylko na zasadzie punktów A- praca, B- sklep, C – dom.
    .
    Tylko jak to zrobić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *